środa, 24 października 2012

Okienne rewolucje

Post z dedykacją dla wszystkich osób, które nie lubią myć okien. Chociaż raz można się wyżyć, bez ponoszenia żadnych konsekwencji za te wszystkie smugi, które zostawały na szybach ;)

Potrzebujemy do tego starego okna, młotka, okularów ochronnych i kilka porządnych ciosów wymierzonych wprost z szybę!
To pierwszy krok do... zrobienia wieszaczka-ramki, pomysł na niego już dawno się zrodził w mojej głowie, wreszcie udało mi się go zrealizować. Takie ramki z  zawieszkami oczywiście oferują sklepy z artykułami do wystroju wnętrz....aaaale czy można sobie odmówić tej przyjemności i  pokuszenia się o taki własnoręcznie wykonany? :) 

 A więc po kolei :
  • wybrałam do tego celu stare okno z drewnianą ramą;
  • następnie zbiłam szybę, delikatnie, oczywiście w okularach, co by nie oberwać kawałkiem szkła i dotrwać do kolejnego etapu ;)
  • moje okna były słusznych rozmiarów, ale takie jakich potrzebowałam, dzielone, idealne żeby odciąć część jaka jest nam potrzebna do otrzymania ramki;
 
  • po odcięciu potrzebnego kawałka, przyszedł czas na najbardziej pracochłonny etap, czyli pozbywanie się tony kitu szlifowanie, szorowanie...
 
  • kolejny etap to nawiercenie dziurek niezbędnych do przeciągnięcia sznurka, linki, drucika (ja wybrałam zwykły bawełniany sznurek, bo taki idealnie pasował do całości), dziurki powstały w chwilę, drewno wiekowe więc wiertło wchodziło jak w masełko ;)

  • pozostało tylko przeciągnąć sznurek i przymocować go, ja użyłam do tego małych gwoździ, wbitych w zewnętrzną stronę ramy, nawinęłam na nie sznurek, naciągnęłam go, a gwoździe zagięłam do góry;
  • na sam koniec jeszcze raz przeszlifowałam całość, wyrównałam powierzchnie, przy okazji zdrapując jeszcze miejscami farbę (schodziła idealnie), dla uzyskania lepszego efektu postarzenia;
Ramka w wykonaniu dość pracochłonna, bo taki sobie materiał do obróbki wybrałam. Mniej czasu zajęłoby gdybym kupiła gotowe listwy, zbiła je w ramkę i zamontowała linkę, aaaale nie oszukujmy się efekt nie byłby już ten sam :)
Mój "obdrapaniec" przedstawia się następująco :







Została jeszcze część ramy a właściwie 2/3 okna, pomysł na wykorzystanie tych desek już mam :) Okien jest więcej, to potraktowałam w celach testowych, sama do końca nie byłam przekonana, czy przypadkiem to drewno nie rozpadnie się w rękach, ale starowinki całkiem nieźle się trzymają.

Wieszaczek na kartki, karteluszki, przepisy, sentencje, zdjęcia zrobiony (jak widać nawet kwiatek udźwignął ;) z następnym będzie już łatwiej i pewnie szybciej :)

Może Wy macie jakiś pomysł na wykorzystanie takich okiennych ram?

pozdrawiam, paniKa :)

piątek, 12 października 2012

Kogut w ziołach

Ciąg dalszy zmagań z deseczkami, a raczej wykorzystania możliwości jakie dają :)

Tym razem wieszaczki, sztuk dwie, opcję do wyboru: pozioma i pionowa ;)
O pomyśle z wykorzystaniem deseczek na wieszaki wspominałam w poście Zmalowałam coś  wczoraj pomysł doczekał się realizacji :)

Pierwszy wieszak w ziołowym wydaniu. Motyw zapewne dobrze wam znany, idealnie pasował do gabarytów deseczki. Deska została pomalowana na biało, a ranty solidnie przetarte, założenie jak w większości moich prac im starzej tym lepiej  :) Dokręciłam wieszaczki jakie akurat miałam na stanie, ale oczywiście można je dowolnie zmieniać, w zależności od koncepcji. Całość polakierowana matowym lakierem, którego zawsze używam do lakierowania moich "obdrapanych " prac :)





Pudełko w wersji "kogucik czy kurka" przedstawiałam już na blogu, tym razem kogucik i kurka w wersji do powieszenia ;) Wykonany oczywiście w ten sam sposób jak poprzedni wieszak, uroku dodaje mu stary, piękny uchwyt, który zachował się ze zniszczonej półki ( jej metamorfozę postaram się pokazać wkrótce;) został sam jeden, więc trzeba było znaleźć mu jakieś godne miejsce ;)







Kolejne powinny pojawić się obrazki, czyli trojaczki o których wspominałam, aczkolwiek nie wykluczone jest, że w międzyczasie pojawią się jakieś inne pomysły;)

Miłego weekendu dla wszystkich!

pozdrawiam, paniKa :)

piątek, 5 października 2012

Zamotkowana dekupażystka :)

Zaczęło się oczywiście niewinnie, ja tylko chciałam spróbować, tak samo jak z decupage i.... przepadłam na dobre!!
O czym mowa? O szydełkowaniu :)

Natknęłam się na piękne szydełkowe pledy w sklepiku u Syl :) później przyszła pora na morze inspiracji jakie proponuje niebieska chata, aż wreszcie bardzo przystępny poradnik na blogu Kot bury :) Mogę śmiało powiedzieć, że są to winowajczynie całego zajścia ;) Niezastąpiona tu jest również kochana mamusia, która cierpliwie pokazuje co i jak, wygląda to mniej więcej tak: ona kończy 3 kółeczko, a ja jeszcze jestem w połowie pierwszego ;)

Jeszcze długa droga przede mną, od kilku dni męczę słupki, półsłupki, łańcuszek, oczko ścisłeeee , ale postępy są znaczące zważywszy na fakt, że nie wiedziałam jak trzymać szydełko (wstyyyyyd;)

Ale, ale wracając do sedna, czyli do tego jak połączyć dwie pasję. Łącznikiem jest s k r z y n e c z k a :)
Jej pierwotne przeznaczenie, to pudełko na śrubki, wyszperana przeze mnie oczyszczona, odstała już swoje i czekała na inspiracje. 

Jak już dorwałam szydełko, znalazłam całkiem pokaźny zapas włóczek( zbiory mamusi;) konieczne  było stworzenie schowka na te wszystkie rzeczy i tak powstała skrzyneczka!

Pomalowana na miętowo, przetarta, postarzona po mojemu, jednak czegoś jej brakowało...więc otrzymała piękną, zalotną, pełną wdzięku vintage lady ;) czyli wydruk przyklejony na skrzyneczkę.
Skrzyneczka jest praktyczna, mieści wszystko co powinna, a przy tym cieszy oko, więc efekt został osiągnięty :)







Żeby nie było, że tylko piszę jak to się zafascynowałam szydełkowaniem, załączam moje mizerne pierwsze sploty ;) Moje wiekopomne dzieło - krzywe kółka, wiadomo ze trochę krzywo też jest prosto, więc nie ma co dramatyzować ;) W tym tempie szydełkowy pledzik za jakiś rok powinien powstaaać ;)




Pozdrawia Was osłupkowana, żeby nie napisać osłupiała paniKa:)

piątek, 28 września 2012

Zmalowałam coś!

Tym razem rzecz będzie o obrazach papierem malowanych :)
Jakiś czas temu zostałam obdarowana (za co w tym miejscu jeszcze raz wielkie dzięki, mojej dobrej duszyczce :) pokaźną liczbą deseczek. Piszę pokaźną gdyż przy liczeniu, dochodząc do liczby 20 już poprzestałam ;) jednym słowem jest na czym poszaleć! Nowiutkie,żłobionemałe, duże,różne, kwadratowe i podłużne ;) Co prawda deseczki są pomalowane w ciemnych kolorach, ale wystarczy je delikatnie przeszlifować, zagruntować i można działać.

Przeznaczenie mają, to znaczy uściślając takie dopiero będą miały ;) a wiec w planach są:
  • obrazki, tu to dopiero można szaleć, ramka już jest, wystarczy wybrać tylko motyw, obramowania postarzyć (tak, tak to opcja dla mnie;), albo zaszaleć i ubrać w srebro bądź złoto ;)
  • podłużne, proste, idealnie nadają się na wieszaki, kilka na pewno powstanie
  • wyszperałam też kilka, które będą stanowiły tabliczki z numerami domów, jak szaleć to szaleć ;)
  • pojawił się też pomysł na tacę, już się rozglądam za oryginalnymi uchwytami ;)
Zapewne lista z pomysłami jeszcze się poszerzy, póki co przedstawiam zastosowanie pierwszej deseczki, która wpadła w moje ręce. Powstał z niej pastelowy obrazek, motyw z pięknego papieru Calamboura, pozostały jeszcze trzy kosze z kwiatami i owocami, więc w zamyśle powstaną jeszcze trzy obrazki utrzymane w tej samej stylistyce :)




Jak powstaną trojaczki, do tego póki co jedynaka, oczywiście nie omieszkam ich pokazać :)





Na zakończenie jesienny akcent, bukiet w dyni :) Tak się napatrzyłam na cuda powstające choćby na blogu svenskablomsterbloggar  że zapragnęłam mieć swój! Bukiet z dedykacją dla wszystkich, którzy czytają i podglądają moje decu poczynania :)
Super, że tu ze mną jesteście!


 pozdrawiam, paniKa :)

Wszystkie osoby, które do tej pory pozostawiły komentarze chcę bardzo przeprosić, właśnie w tej chwili zauważyłam, że nie ma żadnego z nich, jestem zaskoczona i jednocześnie wściekła, bo sama za bardzo nie wiem co się właściwie stało ;/
Jeszcze raz przepraszam, ale to z przyczyn ode mnie niezależnych.

niedziela, 23 września 2012

Obijam się!

Błoga niedziela, czyli obijanie (się)

Tym razem padło na taborety. Pierwszy pojawił się ten najmniejszy, było to tak dawnoooo, ale z tego co pamiętam dostałam go utrzymanego "w tonacji palisandrowej". To były dopiero początki zabawy z przetarło się, pamiętam jak nałożona farba emulsyjna wręcz sypała się, a ja w tym kurzu namiętnie zdzierałam kolejne warstwy białej farby. Taborecik już taki przetarty odstał swoje i doczekał się kolejnej reanimacji. Postanowiłam go ozdobić obijając go materiałem. 
Jest to mój pierwszy raz jeśli chodzi o obijanie (inaczej niż w obijaniu s i ę , tu mogłabym zdobyć złoty medal ;) proszę więc o wyrozumiałość wszystkie osoby, które zajmują się tym profesjonalnie, bo u mnie jak zawsze...kierowana pasją i porywem serca zadziałałam :)

Następne w kolejce do obicia stanęły dwa przecudnej urody taborety. Specjalnie podkreślam fakt, że przecudnej, ponieważ obdrapania na nogach są naturalnym zjawiskiem, one po prostu same z siebie tak oblazły z farby :) Byłoby dla mnie zbrodnią gdybym zrobiła z nimi coś więcej, niż tylko wyczyściła i przetarła delikatnie papierem. Zresztą osobom, które tak jak ja uwielbiają takie "obdarciuchy" nie muszę tego tłumaczyć, a pozostałym, którzy zapewne powiedzą "a coż to takiego, nie stać cię na meble?! mogę tylko odpowiedzieć, że te są bezcenne! :)







Jak widać na zdjęciach dwa z taborecików tworzą ze sobą komplet, można powiedzieć, że utrzymany w tonacji jesienno-zimowej. Natomiast ten trzeci został umajony, jakby na przekór otaczającej nas aurze.





Wręcz pozorom nie jest to tak pracochłonne jak mogłoby się wydawać, na pewno wymaga precyzji i cierpliwości. Jeżeli nie chcemy mieć odpryśniętego lakieru na paznokciach przy przybijaniu materiału, do pomocy możemy wziąć jakiegoś miłego, uczynnego i co najważniejsze sprytnego faceta ;)

Na pewno za jakiś czas ta aranżacja mi się znudzi,a co za tym idzie obicia zostaną zmienione, jak tylko to nastąpi czym prędzej podzielę się z wami nowymi pomysłami :)

 
Tygodnia pełnego inspiracji! :)

Pozdrawiam, paniKa:)

piątek, 14 września 2012

Samo się :)

Tym razem coś z cyklu zrób to sam :) Asortyment drewienek jakie oferują polskie sklepy jest duży, jednak odwiedzając te włoskie czy hiszpańskie, można dostać oczopląsu od mnogości towaru jaki się tam znajduje! Nie ma jednak co się załamywać, jak się nie ma co się lubi...to trzeba coś samemu wykombinować :)

Ostatnio chodził za mną pomysł na drewnianą paterę, tej dostać nie mogłam, w internecie wyszperałam pięknie zdekupażowane, ale głównie szklane,ceramiczne bądź z plexi. Na szczęście podczytuję bloga marzę , więc jestem   i można powiedzieć, że llooka  uratowała mi życie :) KLIK

Pomysł genialny i co najważniejsze łatwy w wykonaniu. Potrzebna jest okrągła deska do krojenia i podstawa, u mnie posłużył do tego uchwyt do mocowania karnisza (oczywiście już zbędny ;). Ucięłam go do wysokości jaka mi odpowiadała, przykleiłam deskę i już miałam stworzone pole do działania :)

Wersja przed:

Końcowy różany efekt:






Pozostaje tylko użyć paterę zgodnie z jej przeznaczeniem i upiec jakieś dobre ciacho, babeczki albo muffinki :)

Weekendu pełnego słodyczy!

pozdrawiam, paniKa:)