poniedziałek, 10 czerwca 2013

Poniedziałkowe przesłanie


Poniedziałkowe przesłanie -  
Really,I'm fine
czyli transfer z przymrużeniem oka ;)

Coś dla tych,którym początek tygodnia nie kojarzy się najlepiej.
Chociaż takie stany "chwilowej niedyspozycji"
bywają przypisane i innym dniom tygodnia ;)
 
Oby nikt nie utożsamiał się z bohaterem na przypince! :D


 Grafika znaleziona w internecie, nie pamiętam już dokładnego źródła, ale zapewne umieszczona była na Demotywatorach, lub innym tego typu portalu.

Umieściłam ją na pokaźnych rozmiarów przypince, używając transferu na klej o którym pisałam tutaj

 Klika ubytków przy zdzieraniu papieru podczas transferowania oczywiście się pojawiło, ale tragedii nie ma, najważniejsze, że przekaz jaki ze sobą niesie myszowaty drobiazg jest widoczny ;)


 Mysz przyczyniła się poniekąd do pewnego odkrycia jeśli chodzi o klejowy asortyment ;) W poście o transferowaniu Malowana lala porównywałam klej Magik i klej CR introligatorski. Zabierając się za ozdabianie przypinki, odwróciłam tubkę Magica, a tam moim oczom ukazał się napis : Zawartość tuby : Klej CR introligatorski Produkcji BORYSZEW. Teraz się nie dziwie czemu nie widziałam między nimi różnicy, to ci dopiero odkrycie, ha! :D


Pozytywnego,
pełnego energii
i uśmiechu tygodnia!

pozdrawiam, paniKa :)

piątek, 7 czerwca 2013

Z widokiem na tacę


Taca jaka jest każdy widzi:
prostokątna, 
dość sporych rozmiarów, 
solidnie skonstruowana bo z MDFu ;)
Taca z serii tych przechwyconych, oczyszczona została i przeszlifowana.
Papier którego użyłam do ozdobienia długo zalegał na dnie szuflady, 
 aż dziw bierze, że nie wyblaknął od interakcji z pajęczyną ;)


Zalegał w tej szufladzie, bo o ile piękny to motyw, to w takim prostokątnym wydaniu nie w każdy przedmiot się chce wkomponować.  Ok kufer, pudełko w rozmiarze XXL byłoby idealne, ale czasem chciałoby się postarzyć cosik innego ;) Były przymiarki do obrazków, starusieńkie deseczki idealnie do tego pasujące posiadam, ale jakoś plan nie wypalił. Zresztą nie ma tego złego, jeszcze dwa obrazki z tego papieru, na dno szuflady ponownie trafiły, więc może kiedyś... ;)
Motyw pejzażowy, z widokiem na (tace :D) wodospad, kwieciem usłany i jak to zwykle bywa z papierami Calamboura do jakości, szczególnie papierów z serii Digital nie można się przyczepić, godne polecenia :) ~klik~

 Z arkusza wybrałam dwa motywy, wycięłam je i przykleiłam na zagruntowane białą farbą akrylową dno tacy. Papier przed przyklejeniem namoczyłam chwilkę w wodzie, osączyłam w ściereczkę, stał się przez to cieńszy, lepiej się układał i szybciej wchłonął klej :) Użyłam tutaj metody na żelazko, taca była jest na tyle duża, że i miejsca do prasowania nie zabrakło ;)

Kolorem przewodnim całej pracy był kolor beżowy, stanowiącym niejako bazę, nałożoną na wszystkie boki tacy, jak również na jej wnętrze. Najdłużej zeszło się z ozdobieniem właśnie wspomnianego wnętrza, po przyklejeniu dość sporych wydawać by się mogło obrazków, na dnie tacy i tak zostało dużo wolnego miejsca co zamalowania.
Tak więc dobierając do bazowego beżu, brązy i turkusy, (wszystkie kolorystycznie zbliżone do tych na motywie), domalowywałam tło, rozmazując kolory, tak żeby się ze sobą przenikały, a jednocześnie stanowiły jednolitą całość :)



 Jeśli chodzi o boki, to zastosowałam tradycyjną przecierkę, czyli kolor  beżowy, przetarcie całości świecą, na to ciemny brąz i przetarcie papierem ściernym. Jak widać kolory "przeżarły się" ze sobą i widocznych jest kilka odcieni brązów, a nawet miejscami i sam MDF, no coż jak przecierać to solidnie, nazwa bloga do czegoś zobowiązuje ;)



Sam motyw  również został nieco postarzony,był zbyt cukierkowy ;) Tu oczywiście przy nadawaniu naleciałości okazały się niezbędne kropki z ciemnej brązowej farby, jak i kropeczki w turkusowym odcieniu, użyte głównie na kwiatach.
Na koniec lakierowanie, lakierowanie i jeszcze raz lakierowanie.
Papiery do decoupage piękne są, ale wymagające jeśli chodzi o wykańczanie prac, bo  choćby nie wiem jak urodziwy był motyw, to na nic nasze wysiłki przy ozdabianiu, jeśli motyw nie wtopi się w całość .Tak więc moja taca wciąż wchłania kolejne warstwy lakieru i ciągle jej mało ;)

Na tacę w weekend zapewne wskoczy jakieś ciacho,
koniecznie z truskawkami :)
Ma być słonecznie i upalnie (podobnoooo)
więc może by tak jakiś sernik na zimno zmajstrować,
 a może tarta z bezą i truskawkami ;)

Cudownego, pysznego i pełnego inspiracji weekendu dla Was kochani :)
pozdrawiam, paniKa :)

niedziela, 2 czerwca 2013

Imitacja kamiennych donic, czyli plastik odchodzi w niepamięć


Pora na zapowiadane DIY -
Imitacja kamiennych donic, czyli plastik odchodzi w niepamięć :)
Pomysł znaleziony w jednej z wnętrzarskich gazet długo czekał na realizacje,
ta była blokowana a to przez deszczową aurę, a to znowu przez brak czasu.
W końcu udało się i mogę się tym rewelacyjnym pomysłem z Wami podzielić :)

Jeśli chodzi o internetowe źródło tworzenia takich kamiennych donic, to jak dla mnie najlepsze jest to znalezione na stronie Maja w ogrodzie ~klik~
Oczywiście nie wymyśliłam niczego nowego jak na podlinkowanym wyżej filmiku, przedstawiam jedynie swoje spostrzeżenia, rozkładając całość na czynniki pierwsze ;)

Potrzebujemy :
zaprawy klejowej,
materiału, najlepiej płóciennego,
przedmiotu do ozdobienia donicy, misy, wiadra...
wody, miski do rozrobienia zaprawy, mieszadełka ;)


1.Zaprawę wsypujemy do miski, wlewamy wodę i doprowadzamy do półpłynnej konsystencji. Trzeba samemu wypróbować jaka gęstość jest najodpowiedniejsza do zamaczania materiału, metodą prób i błędów.


2. Materiał  najlepiej płócienny, bawełniany, bez sztucznych dodatków, tniemy na długie kawałki, przykładowy 100-130cm długości, 20-30 cm szerokości. Chodzi o to, żeby materiał był cienki, wtedy szybciej nasiąka zaprawą, ale też naturalny, syntetyki ześlizgują się z doniczki, mają słabszą przyczepność.


3.Materiał zamaczamy w zaprawie. Żeby sobie ułatwić pracę, nie wrzucamy całego kawałka od razu do zaprawy, tylko zamaczamy go kawałkami. Dzięki temu całość będzie pokryta zaprawą, kiedy wrzucamy od razu całe płótno, pokrywa się ono tylko z wierzchu zaprawą, przy rozkładaniu zostają suche kawałki materiału, a nie o to nam chodzi ;)


4. Następnie z zanurzonego w zaprawie kawałka materiału zbieramy nadmiar zaprawy, ściągając ją z góry na dół.

5. Teraz tak naprawdę zaczyna się tworzenie donicy ;)  Nasz cementowy kawałek materiału rozwijamy i zarzucamy na donicę. Na filmie proponowane jest ozdabianie zaczynając od dołu donicy. Jak dla mnie lepszą opcją jest ozdabianie od góry, wtedy materiał  zatrzymuje się na rancie donicy, nie ześlizguje się i łatwiej jest już go formować.

6. Materiałem ozdabiamy donicę dookoła, podciągając go do góry, marszcząc, formując w dowolne esy -floresy. Materiał  jest ciężki i kleisty więc idealnie się go układa no donicy.

7. Ostatnie poprawki już na "otulonej " dookoła materiałem donicy. Na tym etapie, jeżeli widzimy gdzieś jeszcze suche fragmenty materiału pokrywamy go zaprawą, uzupełniamy ubytki.

8. Donice odstawiamy do wyschnięcia. Moje schły zgodnie z zaleceniami producenta około doby, w pół cienistym miejscu, na noc przeniesione do garażu.

Z technicznych wskazówek:
Używałam 5kg zaprawy Atlas (widoczna na zdj .1)  Takie opakowanie starczyło na ozdobienie dwóch wielkich donic, została jeszcze odrobina zaprawy, więc wykorzystałam ją do ozdobienia malutkiej doniczki ;) Bardziej ekonomiczne jest oczywiście opakowanie 25kg, ale dla przetestowania wybrałam mniejsze.

Do ozdobienia kolejnych doniczek (bo jak można poprzestać na tych,kiedy pomysł już wypróbowany i oko cieszy) użyłam Kleju do płytek Extra, Atlasu. Szczerze nie jestem z niego zadowolona, po nałożeniu jest dużo ciemniejszy od tego zamieszczonego na zdjęciach powyżej i co najgorsze dużo dłużej wysycha, nie polecam, lepiej sprawdza się ta pierwszy.

Przyznaje, że samo ozdabianie nie należy do najłatwiejszych, materiał jest dość ciężki i trudno się nim manewruje, ale już przy 3 ozdobionej doniczce jest łatwiej ;) 

Największy minus tego sposobu ozdabiania donic,to to, że jest to naprawdę brudna robota. Potrzeba troszkę wolnego miejsca, żeby pozwolić sobie na taki bałagan, a później jeszcze to wszystko posprzątać ;)

Donice wystawione na deszcz oczywiście pod wpływem wody znowu ciemnieją, trzeba ponownie czekać aż wyschną, ale to może przeszkadzać jedynie w takiej jak u mnie surowej wersji, kiedy będą pomalowane nie będzie tego widać.

Zastanawia mnie jeszcze kwestia "przezimowania", co się stanie, kiedy zostaną pozostawiona na zimę w ogrodzie . Przetestujemy i to, w końcu zaprawy są przeznaczone do użytkowania na zewnątrz i są mrozoodporne.


A tak prezentują się już wyschnięte donice, w kwiatowych aranżacjach, posłużyły jako osłonki na inne doniczki . 
Kolejne mam zamiar postarzyć i wykorzystać ich fakturę :)





Jak dla mnie pomysł jest rewelacyjny, zwykle plastikowe, nieciekawe doniczki możemy zamienić w coś oryginalnego:) 
Ja pozostawiłam je w takim cementowo-kamiennym, surowym wydaniu. Możemy je oczywiście dowolnie pomalować, dokleić jakieś ozdobniki, szyldzik, dostosowując do klimatu jaki mamy w ogrodzie , czy też na balkonie. 
Jak widać po najmniejszej "poziomkowej " doniczce, możemy też udekorować te znajdujące się w mieszkaniu, fajnie prezentowałaby się  w takim wydaniu podłużna donica na zioła :)

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do tego, żeby co nieco otulić ;)

pozdrawiam, paniKa :)

piątek, 31 maja 2013

Lania wody nie będzie


Czwartek minął w mgnieniu oka, 
jednak coś namacalnego po nim u mnie zostało.
Stworzona w przypływie weny twórczej...
no dobra, nudziło mi się
 i musiałam
coś zmajstrować :D

Osłonka na doniczkę w bardzo oryginalnym wydaniu. O ile sam pomysł na imitację pompy i do tego czegoś jakby miednicy, czy tez drewnianej balii, trafiony w 10, to zachwytów nad jakością tegoż drewienka o wiele mniej. Ale taką zdobyłam, taką mam ;)

O tym, że często w pracach przemycam kolor miętowy większość z Was na pewno już wie, osłonce też się oberwało na miętowo, ale taka właśnie mi się widziała :)


 Na początku drewniane elementy ozdobiłam kolorem miętowym metodą suchego pędzla. Gdy farba zaczęła wysychać, papierem ściernym o dużej ziarnistości chciałam przetrzeć całość. No właśnie chciałam... Bo efekt jaki osiągnęłam to wcieranie poprzez przecieranie ;) Pojęcia nie mam z jakiego drewna są robione te ultralekkie osłonki, sklejka, jakaś płyta pilśniowa? W każdym bądź razie przecierając miętowe maziaje, kolor zaczął się  wcierać w drewno i ciemnieć o jakieś dwa tony, wszystko za sprawą drewna na osłonce, które zaczęło wchłaniać farbę. W efekcie końcowym wyszła przyciemniona mięta farba i widoczny na zdjęciu miodowy odcień drewna :)



Nie da się ukryć, że najfajniejszym elementem całej osłonki jest imitacja starej, żeliwnej pompy do nabierania wody. W wersji pierwotnej nie wyglądała ona zbyt zachęcająco, ale nałożenie miętowej farby, a następnie przetarcie całości sprawiło, że wygląda już na bardziej wiekową :)


Czarne metalowe obejmy, które ściskają całość nijak nie pasowały mi do miodowo-miętowej reszty, więc przerobiłam je na miedziane, przy pomocy pasty pozłotniczej. Żeby ta za bardzo się nie odcinała od całości, przetarłam ją miętowym kolorem. 
Wnętrze osłonki delikatnie ozdobiłam rozwodnioną bejcą, dodatkowo na całości pokusiłam się o brązowe kropki, dla podkreślenia zużycia materiału ;)

Wnętrze wypełniają oczywiście poziomki !
 Widać już pierwsze zalążki owoców, jeszcze chwilka, 
jeszcze momencik i już będzie co zrywać z krzaczków ;)

Niedługo podzielę się z Wami genialnym pomysłem na DIY.
Jak zwykle będzie coś za przysłowiowy grosik,
coś na balkon, do ogrodu, w mieszkaniu też się przyda....
Nic więcej nie powiem ;)

Błogiego lenistwa dla tych którzy wypoczywają
i wytrwałości dla tych, którzy dzisiaj ciężko pracują ;)
I niech tytuł posta pogodowo się spełni!

pozdrawiam, paniKa :) 

poniedziałek, 27 maja 2013

Subtelnie sponiewierane

Witajcie :)
Po tych kaloszkowych inspiracjach na troszkę mnie wywiało,
ale sami rozumiecie, że dobre buty to podstawa, 
więc tak dreptałam i dreptałam... ;)

Dziękuje Wam za tyle cudownych komentarzy
pojawiających się zarówno tutaj, jak i u Ani na blogu :)
Sezon ogrodowo - balkonowy w pełni, więc pomysł na bucikowe osłonki jak najbardziej na czasie.
Żeby nie było, wypatruje Waszych interpretacji  tych kaloszkowych, rowerowych i drabiniastych Kobitki :D

Dzisiaj to co tygryski lubią najbardziej czyli decoupage na drewnie :) Małe, prostokątne pudełko w romantycznym, subtelnym wydaniu.
Do ozdobienia pudełka użyłam serwetki z kolekcji Pawia, podobnej do tej ~klik~  Wersji z niezapominajkami nie mogłam odnaleźć na stronie producenta, jednak obie odsłony tej serwetki są ciekawe, fajnie skomponowane w  patchworkowym wydaniu :)



Wieczko dość mocno postarzyłam, jak dla mnie było zbyt cukierkowe, ale odrobina kropek i cieniowanie woskiem barwiącym spowodowało, że motyw stał się bardziej leciwy :)



 Boki pudełka są ozdobione techniką suchego pędzla (kolor niebieski) i dodatkowo miejscami przetarte woskiem barwiącym.
Zamknięcie i zawiasy postarzyłam malując a właściwie delikatnie tapując je niebieskim odcieniem,następnie nakładając na te elementy wosk barwiący.
Postaram się w najbliższym czasie stworzyć oddzielny post o postarzaniu woskiem i tam bardziej szczegółowo to opisać :)

Wnętrze pudełka ozdobiłam tą samą serwetką, pomalowałam w odcieniach zbliżonych do niezapominajek na wieczku pudełka(na zdjęciu niestety wyszło o wiele jaśniejsze) i oczywiście również solidnie postarzyłam.
Do tego lakier i pudełeczko na drobiazgi gotowe. Swoją drogą to maleństwo przypomniało mi, że przy ozdabianiu takich z pozoru niewielkich powierzchni schodzi się całkieeem długo ;)

Aktualnie jestem szczęśliwą posiadaczką kilku ciekawych "łupów" do przerobienia, ale o tym będę Was informować na bieżąco :)
A i najważniejsze mam dla Was 2 złe wiadomości...
Zrobiłam kolejny rowerowy kwietnik, mój braktowóz ma już konkurencje :D 
To tak w ramach prezentu na Dzień Mamy, ehh jej uśmiech bezcenny!
A druga zła wiadomość, został mi jeszcze jeden "góral" :D
Więc jeszcze trochę Was pozanudzam tymi rowerowymi akcentami, ale to za jakiś czas ;)

pozdrawiam,
słoneczka życzę!!
paniKa :)

środa, 15 maja 2013

Kroczący pomysł - Dream Team inspiruje majowo



Ogrodowych inspiracji ciąg dalszy :)
Jak już zauważyliście uwielbiam robić coś z niczego, wykorzystywać przedmioty, które wydawać by się mogło do niczego się już nie nadają - nic bardziej mylnego!

Dzisiaj KALOSZE! 
A właściwie kaloszki, ale nie byle jakie, bo moje - Karolciowe ;)

Znalezione przez przypadek, po przeszło 20 latach. Co tu dużo gadać wstrętneeee, zgniłozielone, ale nie do zdarcia na stomilowskich gumach ;) Wiele to ja w nich kilometrów nie przebyłam, ale co się dziwić, jak nosić takie szkaradztwo :D


Takie oto kaloszki widziałam kilka lat temu na jednym ze skandynawskich blogów, co prawda tamte były cudne, kolorowe i same w sobie, przyczepione gdzieś na płocie stanowiły rewelacyjny dodatek do ogrodu.
Moje nie tak piękne, ale jako baza do decoupage - idealne.

A więc po kolei. Zaczęłam oczywiście od zagruntowania tego niezbyt ciekawego, oryginalnego koloru,użyłam białej farby akrylowej. I tu pojawił się maleńki problem, zapewne zaszła jakaś reakcja między farbą a gumą. Całość kleiła się nawet po tygodniu od pomalowania, być może to mój błąd powinnam użyć podkładu. 
Zwątpiłam co może dziać się przy dalszym ozdabianiu, jednak obyło się bez żadnych rewelacji. Dodatkowo musiał zaszpachlować buziaczki, czyli aplikacje znajdujące się na bokach butów.

Pierwszy pomysł na buta to zrudziały kalosz, czyli terakotowa imitacja, przy użyciu pasty strukturalnej Stamperii ~klik~
Do butów na początku dopasowałam osłonki, które umieściłam w butach i takie właśnie "wypełnione doniczkami" dopiero ozdabiałam. Kalosz był sztywniejszy, łatwiej przyklejało się motyw, no może troszkę ciążył w ręku ;)
Motyw wybrałam w ciepłych odcieniach, chciałam do dopasować do kolorystyki pasty. Idealny okazał się motyw z ceglastymi kwiatami i ukrytym pomiędzy nimi ptakiem ~klik~

 Pastę aplikowałam oczywiście przy pomocy palców, co prawda ręka nieco zrudziała, ale pasta idealnie zmywa się przy użyciu wody z mydłem. Jeśli chodzi o aplikacje, to wcierałam ją w czubek buta, nakładając niewielką ilość na palec. Pasta dobrze się rozprowadza, wysycha dość szybko i ma niewyczuwalny zapach.
Jak dla mnie pasta jest wielkim odkryciem, najlepiej widać to na zdjęciu z doniczką. Doniczka z terakoty i but ozdobiony pastą imitującą terakotę - różnicy nie widać, naprawdę jestem pod wrażeniem.


Tam gdzie pasty nałożyłam nieco więcej, pod wpływem zaginania się buta powstały spękania, efekt  uzyskany dość przypadkowo, ale wart zapamiętania ;)
Nosek buta, który w całości pokryty jest pastą dodatkowo przetarłam niebieskim odcieniem zbliżonym do tego na motywie, całość pokropkowałam rdzawym, żółtym odcieniem. W bucie pojawiła się oczywiście roślinka, moja ulubiona poziomka, a jakże by inczej ;)

Drugi kalosz w nieco romantycznej odsłonie, ozdobiony pastą imitującą cement ~klik~
oraz pastą Soffice Stamperii ~klik~


Przy  "romantycznym bucie" postawiłam na wykorzystanie wypustek jakie posiadały buty i podkreślenia ich właśnie pastami, efekt cementu nałożyłam na pasek przechodzący dookoła kalosza. Pasta imitująca cement rzeczywiście przypomina go w 100%, gdyby rozrobić zaprawę murarską i postawić obok pastę, nie byłoby różnicy ;) Pastę aplikowałam również palcami, jeśli chodzi o wysychanie i zapach to tak samą jak przy opisywanej powyżej - szybkoschnąca i bezzapachowa. Jedyna różnica, to pasta imitujaca cement ma ziarnistą strukturę, daję nam efekt chropowatości, pasta terakotowa jest gładka.
Pastę nieco wybieliłam farbą akrylową, cement nieco gryzł się z moim kwiatowym motywem;)





Wystającą cześć doniczki (która przy rdzawym bucie wkomponowała się idealnie w całość), musiałam tutaj zatuszować. Użyłam do tego pasty Soffice. Pasta ma konsystencje śmietany, kolor właściwie również ;) Jest zdecydowanie rzadsza od past opisanych powyżej i dłużej od nich schnie. Dodatkowo ma połysk, myślę, że idealnie sprawdzi się do tworzenia reliefów. Na potrzeby ozdabiania kaloszka, lśniącą biel pasty postarzyłam szarą farbą akrylową.



Całość pokropkowałam szarą farbą, a następnie pokryłam kilkoma warstwami lakieru akrylowego ~~ klik~
Na koniec zasadziłam oczywiście poziomkę a co! ;)

Kolejny z pomysłów DIY na coś oryginalnego.
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, tylko bez szaleństw,
poczekajcie aż dzieci buciki już schodzą, nie zabierajcie im nowych! ;) 
A może by tak zabrać się da długie kalosze, tu dopiero jest na czym poszaleć :)

Już wkrótce kolejna majowa inspiracja,
tym razem w wykonaniu Impresji.